Moralne zwycięstwo czy Gospodarcza klapa
Jakoś ten wątek mi umknął w weekend. Miałem o nim wspomnieć, ale się nie udało. A, że dzisiaj został poruszony jeszcze raz przez wp.pl, to postanowiłem coś o tym napisać. Od soboty media europejskie (szczególnie francuskie) rozpisują się o Lahti, o wspólnym nieformalnym spotkaniu przywódców państw Unii Europejskiej i Prezydenta Rosji W. Putina.
Europa, czy raczej Unia Europejska, od tego nieformalnego szczytu oczekiwała w zasadzie jednego - zajęcia wspólnego stanowiska względem Rosji. Było to konieczne, bowiem rozbieżność interesów w Unii jest olbrzymia. Poza tym UE obawiała się, że Rosja (W. Putin) wykorzysta ową rozbieżność dla własnych celów (i słusznie się obawiała). "Gadanie" jednym głosem było więc zadaniem priorytetowym i stanowiło preludium do właściwych rozmów z Putinem. O ile, moim zdaniem, wstęp został przeprowadzony dobrze, to sedno (rozmowy z Rosją), to klapa. Jednym słowem "gadaliśmy" razem, ale nie o tym, co trzeba.
Spójrzmy na to od strony strategicznej. Do stołu zasiadały dwie konstelacje o różnych interesach. Dla UE spotkanie z Putinem miało dwojaki charakter:
- Ratyfikacja Europejskiej Karty Energetycznej (EKE) - a więc bezpieczeństwo energentyczne.
- Otwarcie rosyjskiego rynku dla unijnych inwestorów (tzw. Porozumienie o Partnerstwie i Współpracy - PPW).
Unia Europejska
EU stoi w pozycji gorszej. Rosja jest jedna, spójna, a EU to zbiór 25 państw, z których każde oczekuje nieco innego wyniku, niż pozostałe. I tak dostawy rosyjskiego gazu są "być-albo-nie-być" dla Polski, ale już nie dla Francji czy Hiszpanii. Niemcy mają swój sposób na zabezpieczenie swych energetycznych interesów, z pominięciem europejskich partnerów. Zatem ich milcząca postawa była całkowicie zrozumiała - nie narazić się ani UE, ani Rosji.
Idealnym rozwiązaniem dla EU byłaba ratyfikacja EKE i otwarcie rynku. Do tego potrzeba argumentów i silnej pozycji. Unia potencjalnie mogłaby wkorzystać dwa aspekty: swoją siłę inwestycyjną i dość silną pozycję w WTO (Międzynarodowa Organizacja Handlu). Te dwa argumenty powinny się znaleźć na pierwszym miejscu podczas negocjacji z Putinem.
Rosja
Putin trzyma w ręku asa, który jest nie do pogardzenia: źródła energii (a także inne surowce). Napływ inwestycji z Europy jest dla Rosji równie ważny, ale Putin może dojść do korzystnych dla Rosji umów poprzez gaz. PPW ma także drugą stronę - pozwala inwestorom rosyjskim penetrować europejskie rynki.
Każdy racjonalny gracz, w tej grze maksymalnie eksploatowałby te mocne strony: pozycje, pieniądze i energię. Czasem idąc na ustępstwa, czasem dorzucając coś jeszcze. Tymczasem wydaje się, że UE nie potrafią w pełni dostrzec swych mocnych i słabych stron i za wszelką cenę poszukiwały takich argumentów, które dałyby jej przewagę nad Putinem. Właśnie ta gra "za wszelką cenę" jest moim zdaniem porażką Europy. EU koniecznie chciała przyjąć pozycję strofującą, pokazanie poprzez autorytet, kto tak naprawdę rozdaje karty.
Putin może pokazać, że nie potrzebuje przedawać nam ropę. Rosyjska gospodarka na pewien okres to wytrzyma (zwłaszcza rosyjska gospodarka). Inwestorzy rosyjscy tak czy owak wejdą do Europy i vice versa. A tymczasem Polska i reszta dalej pozostaną niezabezpieczone energetycznie. Moim zdaniem, to co zostało okrzyknięte "ocaleniem honoru Europy", to nic innego, jak okrzyki zdesperowanego gracza. Europie wydaje się, że brak poważnych argumentów. Rosja takie ma, poza tym świetnie potrafi wykorzystywać szansę i lobbować na własną korzyść (choćby były kanclerz Niemiec - Schröder, który został zatrudniony do tego celu przez rosyjski koncern).
Rosja, jako imperium przebudziła się z letargu. Teraz już wie, że to nie broń, nie armia doprowadzi ją do dominacji w regionie, ale energia i surowce. Europa zaś jest niczym Polska dzielnicowa, rozbita wewnętrznymi partykularnymi interesami i nie potrafiąca odnaleźć swej silnej pozycji w świecie. Być może honor Leszek uratował, ale czy zabezpieczył nasze interesy?
Wydaje mi się, że najpierw powinniśmy obwarować się, a potem wymachiwać szabelką. Powinniśmy zapomnieć też niesnaski między Polską a Rosją. W interesach nie ma miejsca na coś takiego, zwłaszcza kiedy nasz przeciwnik góruje nad nami. Przy okazji wyszło, kto jest lepszym strategiem Rosja czy Unia Europejska. Wszystko wskazuje na to, że jednak Rosja. Tylko czy wyjdzie to Unii kiedyś na dobre?
Najtęższy umysł Polski, profesor od drzew, Maciej Giertych dał wykład w Akademii Orła Białego. To miejsce, gdzie Wszechpolacy zgłębiają swoje mądrości. No i tym razem też wchłonęli wiedzę, której na innych uczelniach by nie usłyszeli. Treść wykładu powinna być łatwa do odgadnięcia "ewolucja", a właściwie jej brak. Zaiste musiał to być niesamowity popis wiedzy, bo "newsów" było sporo:
Dokładnie dzisiaj obce siły zrobiły na złość ministrowi, pożal się boże, edukacji R. Giertychowi i jego stetryczałemu intelektualnie ojczulkowi. Prof. Giertych wraz z rodziną muszą zgrzytać zębami, bo właśnie 19.10.2006 udostępniono wszystkim chętnym dzieła Karola Darwina (tego wegetarianina bez wewnętrznej iskry). Ten nicpoń obcych mocarstw głosił, że człek i małpa wspólne mają korzenie (notabene panie Orzechowski nie tylko małpy są naszymi niezbyt dalekimi kuzynami, ale wszystkie ssaki), ba i to jeszcze publikują, bez opłat w necie.

W ciężkich czasach żyć nam przyszło, ale z drugiej strony czasy są to ciekawe, a nawet śmieszne. Kiedyś nie można było się swobodnie wypowiadać, bo w najgorszm razie groziło to więzieniem. Później wypowiadać się można było na dowolne tematy, nawet krytyka rządzących uchodziła. Dzisiaj krytyka jest wprawdzie dozwolona, albo raczej przyzwolona (przez Konstytucję RP), ale wypowiadać się przeciw rządzącym nie powinno. Swobodną wypowiedź zwalcza się na różne sposob. I tak, niedawny koalicjant, Andrzej Lepper, po prostu daje po mordzie. Ot chłop prosty, to i metody nie są wybredne. Właściwie to ciężko od niego wymagać czegoś innego.
Afera Begergate zwróciła ogólną uwagę na działania PiSu. Prawo i Sprawiedliwość w świetle kamer stało się obliczem Korupcji i Nieprawości. Albo jak to określił
Wczoraj dokonałem małej
Małe addendum do 