Zapiski z podróży do IV RP
Kategorie: Polska, Absurd, IV RP
Dzisiaj napiszą coś osobietego. Nie będę czepiał się naszej kochanej władzy. Nie będę opatrywał komentarzem. Przeleję swój strumień świadomości na ten blog. Wnioski wyciągniecie sami.
Tydzień temu, czwartek 26 października, wyruszyłem na małą wyprawę do IV RP. Nie bywam zbyt często w Polsce, więc każda taka wizyta jest dla mnie jak odwiedzenie, w pewnym sensie, orientalnego kraju. Przy okazji dowiedziałem się również, że moje rodzinne miasto - Wrocław, odwiedzi sam Prezydent kilku Polaków. Miał przyjechać na 60-lecie Wydziału Farmacji AM, wydziału, z którego wywodzi się moja druga połówka. Jego Wysokość (nie bieżcie tego za ironię ;)) nie raczył na nas zaczekać, ale co tam. W sumie nie dla niego tam pojechaliśmy.
Pierwsze, co rzuca mi się w oczy, zaraz po przekroczeniu granicy, to drogi. A właściwie ich brak. Bywa, że odcinek 40 kilometrowy pokonuję w godzinę, albo lepiej. No cóż nie dorobiliśmy się porządnych dróg, ale to wie każdy Polak. Drugą sprawą są oznaczenia objazdów, a właściwie ich brak. Dobrze, że znam jako tako Legnicę, bo pewnie do dzisiaj bym szukał drogi objazdowej do Wrocławia.
Za to Wrocław jest doskonale "rozkopany". Nie wiem, kto wpadł na pomysł naprawy wszystkich ulic na raz, ale nie był to strzał w dziesiątkę. Znajomy mi mówił, że we Wrocławiu powstał się dowcip, że jak na ulicach pojawia się Policja, to do domu tak szybko się nie wróci. Zamiast ułatwiać przejazd, to utrudniają. No cóż, dobrze wyszkoleni facowcy. Takich korków, jak żyję jeszcze nie widziałem. Nawet największe europejskie metropolie (do których Wrocław się nie zalicza) nie mogą poszczycić się takim natężeniem ruchu na tych kilku ulicach, których jeszcze nie zamknęli. Ale nie to jest najciekawsze w IV RP. Sprawa, która powaliła mnie z nóg i wywołała moją ciemną stronę zdolną do wymordowania co niektórych ludzi, to załatwienie czegokolwiek w urzędzie.
Właściwie to mój przyjazd był spowodowany wymianą paszportu. Cóż to takiego, wypełnić formularz, zrobić zdjęcia i odczekać chwilę w kolejce. Przeznaczyłem na to jeden dzień. I to był mój największy błąd. Okazuje się, że moje wyliczenia, cała wiedza, jaką posiadłem w życiu i na obczyźnie nijak się ma do polskich realiów. Tak strasznie zbiurokratyzowane społeczeństwo jak Niemcy, to tylko nieudolny uczeń polskiej urzędniczej dyktatury. Nasi zachodni sąsiedzi muszą się jeszcze sporo nauczyć.
Otóż trzeba przyznać, że panie, które mnie obsługiwały, z jednym wyjątkiem, były barzo miłe. To jest plusem, bo kilka lat temu moje doświadczenia były bardziej nieprzjemne. Ale cóż z tego, że były miłe, skoro musiałem biegać po całym mieście, bo zawsze znalazły jakiś szczegó, który im nie pasował.
Diabeł leży w szczegółach
W piątek 27.10 przystąpiłem do działania. Zrobiłem zdjęcia u fotografa. Były wprawdzie droższe, niż gdybym je zrobił w Niemczech, ale co tam za fachowość trzeba płacić. No i fachowość okazała się ignorancją, bowiem pani przyjmująca wnioski paszportowe od razu wykryła niedociągnięcia. Wprawdzie była tak miła, że zjechała równo owego specjalistę od zdjęć, ale cóż z tego, po powrocie do Urzędu Wojewódzkiego nie zostałem przyjęty ponownie, bo sam urząd był już zamknięty. A zatem musiałem wydłużyć swój pobyt o jeden dzień.
W poniedziałek pomny porażki postanowiłem odpowiednio wcześniej udać się do kolejnego fotografa i urzędu. No i zaczęły się schody, w Polsce ludzie zaczynają pracę o 10-tej! A sobotę do 15-tej! No i wysokość bezrobocia jakoś przestała mnie dziwić. Na szczęście znalazłem takiego, co to zaczął pracę o 30 minut wcześniej. Zrobiłem zdjęcie, odczekałem, aż je stunninguje i pospieszyłem do Urzędu Wojewódzkiego. Naszczęście mogłem podejść bez kolejki, bo w piątek panie jaskawie wystawiły mi odpowiedni glejt.
Zdziwienie moje było ogromne, okazało się, że zdjęcia nie nadają się. Zostałem skierowany do kierownika w celu zatwierdzenia zdjęć. Pan kierownik okazał się miłym człowiekie,wyjaśnił mi, że zdjęcie (to już drugie), nie spełnia ponad połowy wytycznych. Niestety nie może doradzić mi w kwestii wyboru odpowiedniego fotografa, bo nie może tego zrobić i basta. Tak samo postąpiły panie odrzucające moje zdjęcie. Ale wpadłem na pomysł, że wymienie te zakłady, które znam, a kierownik kiwnie głową, gd usłyszy kompetentnego fotografa. No i kiwnął przy jednym. Zapisał jeszcze tch amatorów, którzy zrobili mi dwa poprzednie zdjęcia i pożegnaliśmy się.
stwierdziłaPo zdrobieniu już trzeciego zdjęcia znowu pojawiłem się w UW. Tym razem trafiłem na niezbyt miłą panią, która (nie wiem czy nie ze złośliwości) ledwno rzuciwszy okiem na zdjęcie, że się nie nadaje. Moja cierpliwość osiągnęła szczyt. Na szczęście od rękoczynu powstrzymała mnie moja ładniejsza połówka. Ktoś doradził, żebym ponownie udał się do kierownika. I to był jeden z lepszych pomysłów tego dnia. Na moje szczęście kierownik ds wydawania paszportów jest rozsądny (być może tak jak i ja więcej miał wspólnego z III RP). Okazało się, że nie tylko ja zostałem wyprowadzony tego dnia z równowagi przez urzędniczkę - on również. Spytał się o wygląd osoby kwestionującej zdjęcie, zadzwonił, opieprzył, wystawił mi żelazny glejt i posłał z powrotem do owej pani. Ta krzywiła się jak potrafiła najlepiej, ale zdjęcie z podaniem przyjęła.
I tak rzecz, która powinnami zająć maksymalnie godzinę przerodziła się w dwudniową batalię. Pomijam tu kwestię ceny, jaką musiłem zapłcić za paszport (opłata wyniosła 145 PLN). Ale wydaje mi się, że to dobry sposób na zatrzymanie wielu obywateli w kraju. Najważiejsze to zarżnąć ich wysokością opłaty, może się zastanowią czy warto wyrabiać paszport i wyjeżdżać.
Na koniec moja refleksja odnośnie cen. Nigdy nie lubiałem w Polsce kupować, niska jakość, brak nastawienia prokonsumenckiego, wysokie ceny. Ale tym razem przeraziłem się jeszcze bardziej. Niemal wszystko, począwszy od żywności po buty i elektronikę w Polsce jest co najmniej dwukrotnie droższe niż na Zachodzie, a konkretnie w Niemczech i Wlk. Brytanii. Chyba Panie Premierze warto coś z tym zrobić, bo w przyszłości kto w tej Polsce zostanie? Obniżcie podatki pośrednie i bezpośrednie, a z pewnością będzie lepiej. Zamiast solidarnie ubogogiego państwa stwórzcie bogate państwo oparte na gospodarce. Mniej polityki, a więcej ekonomii.
Dzisiaj napiszą coś osobietego. Nie będę czepiał się naszej kochanej władzy. Nie będę opatrywał komentarzem. Przeleję swój strumień świadomości na ten blog. Wnioski wyciągniecie sami.
Tydzień temu, czwartek 26 października, wyruszyłem na małą wyprawę do IV RP. Nie bywam zbyt często w Polsce, więc każda taka wizyta jest dla mnie jak odwiedzenie, w pewnym sensie, orientalnego kraju. Przy okazji dowiedziałem się również, że moje rodzinne miasto - Wrocław, odwiedzi sam Prezydent kilku Polaków. Miał przyjechać na 60-lecie Wydziału Farmacji AM, wydziału, z którego wywodzi się moja druga połówka. Jego Wysokość (nie bieżcie tego za ironię ;)) nie raczył na nas zaczekać, ale co tam. W sumie nie dla niego tam pojechaliśmy.
Pierwsze, co rzuca mi się w oczy, zaraz po przekroczeniu granicy, to drogi. A właściwie ich brak. Bywa, że odcinek 40 kilometrowy pokonuję w godzinę, albo lepiej. No cóż nie dorobiliśmy się porządnych dróg, ale to wie każdy Polak. Drugą sprawą są oznaczenia objazdów, a właściwie ich brak. Dobrze, że znam jako tako Legnicę, bo pewnie do dzisiaj bym szukał drogi objazdowej do Wrocławia.
Za to Wrocław jest doskonale "rozkopany". Nie wiem, kto wpadł na pomysł naprawy wszystkich ulic na raz, ale nie był to strzał w dziesiątkę. Znajomy mi mówił, że we Wrocławiu powstał się dowcip, że jak na ulicach pojawia się Policja, to do domu tak szybko się nie wróci. Zamiast ułatwiać przejazd, to utrudniają. No cóż, dobrze wyszkoleni facowcy. Takich korków, jak żyję jeszcze nie widziałem. Nawet największe europejskie metropolie (do których Wrocław się nie zalicza) nie mogą poszczycić się takim natężeniem ruchu na tych kilku ulicach, których jeszcze nie zamknęli. Ale nie to jest najciekawsze w IV RP. Sprawa, która powaliła mnie z nóg i wywołała moją ciemną stronę zdolną do wymordowania co niektórych ludzi, to załatwienie czegokolwiek w urzędzie.
Właściwie to mój przyjazd był spowodowany wymianą paszportu. Cóż to takiego, wypełnić formularz, zrobić zdjęcia i odczekać chwilę w kolejce. Przeznaczyłem na to jeden dzień. I to był mój największy błąd. Okazuje się, że moje wyliczenia, cała wiedza, jaką posiadłem w życiu i na obczyźnie nijak się ma do polskich realiów. Tak strasznie zbiurokratyzowane społeczeństwo jak Niemcy, to tylko nieudolny uczeń polskiej urzędniczej dyktatury. Nasi zachodni sąsiedzi muszą się jeszcze sporo nauczyć.
Otóż trzeba przyznać, że panie, które mnie obsługiwały, z jednym wyjątkiem, były barzo miłe. To jest plusem, bo kilka lat temu moje doświadczenia były bardziej nieprzjemne. Ale cóż z tego, że były miłe, skoro musiałem biegać po całym mieście, bo zawsze znalazły jakiś szczegó, który im nie pasował.
Diabeł leży w szczegółach
W piątek 27.10 przystąpiłem do działania. Zrobiłem zdjęcia u fotografa. Były wprawdzie droższe, niż gdybym je zrobił w Niemczech, ale co tam za fachowość trzeba płacić. No i fachowość okazała się ignorancją, bowiem pani przyjmująca wnioski paszportowe od razu wykryła niedociągnięcia. Wprawdzie była tak miła, że zjechała równo owego specjalistę od zdjęć, ale cóż z tego, po powrocie do Urzędu Wojewódzkiego nie zostałem przyjęty ponownie, bo sam urząd był już zamknięty. A zatem musiałem wydłużyć swój pobyt o jeden dzień.
W poniedziałek pomny porażki postanowiłem odpowiednio wcześniej udać się do kolejnego fotografa i urzędu. No i zaczęły się schody, w Polsce ludzie zaczynają pracę o 10-tej! A sobotę do 15-tej! No i wysokość bezrobocia jakoś przestała mnie dziwić. Na szczęście znalazłem takiego, co to zaczął pracę o 30 minut wcześniej. Zrobiłem zdjęcie, odczekałem, aż je stunninguje i pospieszyłem do Urzędu Wojewódzkiego. Naszczęście mogłem podejść bez kolejki, bo w piątek panie jaskawie wystawiły mi odpowiedni glejt.
Zdziwienie moje było ogromne, okazało się, że zdjęcia nie nadają się. Zostałem skierowany do kierownika w celu zatwierdzenia zdjęć. Pan kierownik okazał się miłym człowiekie,wyjaśnił mi, że zdjęcie (to już drugie), nie spełnia ponad połowy wytycznych. Niestety nie może doradzić mi w kwestii wyboru odpowiedniego fotografa, bo nie może tego zrobić i basta. Tak samo postąpiły panie odrzucające moje zdjęcie. Ale wpadłem na pomysł, że wymienie te zakłady, które znam, a kierownik kiwnie głową, gd usłyszy kompetentnego fotografa. No i kiwnął przy jednym. Zapisał jeszcze tch amatorów, którzy zrobili mi dwa poprzednie zdjęcia i pożegnaliśmy się.
stwierdziłaPo zdrobieniu już trzeciego zdjęcia znowu pojawiłem się w UW. Tym razem trafiłem na niezbyt miłą panią, która (nie wiem czy nie ze złośliwości) ledwno rzuciwszy okiem na zdjęcie, że się nie nadaje. Moja cierpliwość osiągnęła szczyt. Na szczęście od rękoczynu powstrzymała mnie moja ładniejsza połówka. Ktoś doradził, żebym ponownie udał się do kierownika. I to był jeden z lepszych pomysłów tego dnia. Na moje szczęście kierownik ds wydawania paszportów jest rozsądny (być może tak jak i ja więcej miał wspólnego z III RP). Okazało się, że nie tylko ja zostałem wyprowadzony tego dnia z równowagi przez urzędniczkę - on również. Spytał się o wygląd osoby kwestionującej zdjęcie, zadzwonił, opieprzył, wystawił mi żelazny glejt i posłał z powrotem do owej pani. Ta krzywiła się jak potrafiła najlepiej, ale zdjęcie z podaniem przyjęła.
I tak rzecz, która powinnami zająć maksymalnie godzinę przerodziła się w dwudniową batalię. Pomijam tu kwestię ceny, jaką musiłem zapłcić za paszport (opłata wyniosła 145 PLN). Ale wydaje mi się, że to dobry sposób na zatrzymanie wielu obywateli w kraju. Najważiejsze to zarżnąć ich wysokością opłaty, może się zastanowią czy warto wyrabiać paszport i wyjeżdżać.
Na koniec moja refleksja odnośnie cen. Nigdy nie lubiałem w Polsce kupować, niska jakość, brak nastawienia prokonsumenckiego, wysokie ceny. Ale tym razem przeraziłem się jeszcze bardziej. Niemal wszystko, począwszy od żywności po buty i elektronikę w Polsce jest co najmniej dwukrotnie droższe niż na Zachodzie, a konkretnie w Niemczech i Wlk. Brytanii. Chyba Panie Premierze warto coś z tym zrobić, bo w przyszłości kto w tej Polsce zostanie? Obniżcie podatki pośrednie i bezpośrednie, a z pewnością będzie lepiej. Zamiast solidarnie ubogogiego państwa stwórzcie bogate państwo oparte na gospodarce. Mniej polityki, a więcej ekonomii.
0 Komentarze:
Prześlij komentarz
<< Powrót